Angielski i psychologia
  Ciekawe artykuły
 
Wywiad z dr Bogną Szymkiewicz – Kowalską, źródło www.zwierciadło.pl

Przyszłość daje wiele siły, aby iść do przodu, podnosić się z niepowodzeń, pokonywać kolejne trudności, stres. Nawet jeśli to jest wizja nieświadoma, instynktowna. W końcu żołądź nie wie, że będzie dębem – mówi psycholożka Bogna Szymkiewicz.

W poszukiwaniu zasobów, które pomogą nam stawić czoła stresowi, przenosimy się w przyszłość. Czy w ogóle można o niej myśleć w takich kategoriach? W jaki sposób może nas wzmacniać coś, czego jeszcze nie ma?

Czasem wzmacnia nas sam ten fakt. Było, co było, ale przed nami kolejna pusta karta. Przeszłość bywa trudna, teraźniejszość też. Ale przecież przyszłość może być lepsza. Takie przekonanie to wielki zasób. Idę przed siebie z wiarą, że będzie dobrze. Ale co to w ogóle jest przyszłość? Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o przeszłości. Czujemy się przez nią zdeterminowani, ona nas określa, jest konkretna.

Ja myślałam przede wszystkim o marzeniach i celach, czyli w jakimś sensie o konkretach.

A mnie zaprowadziło w inną stronę. Niektóre szkoły psychologiczne twierdzą, że jeżeli nas w ogóle coś określa, to przyszłość właśnie. W znaczeniu tego, co nas woła. Niedawno zmarły jungista James Hillman twierdził, że od początku, już w zalążku, tkwi nasza całość, pełnia. Innymi słowy na zdjęciach młodego Einsteina widać starego Einsteina.

Rodzimy się z potencjałem tego, co chce się przez nas zrealizować. I to nas napędza. Cała psychologia humanistyczna idzie w tę stronę.

W każdym żołędziu jest zaklęty dąb. Potrzeba tylko dobrych warunków, by się pojawił. Każdy z nas jest takim żołędziem – na różnych etapach stawania się dębem. W drodze do pełni.

Przyszłość, czyli ta zrealizowana pełnia, nas ciągnie, daje siłę, by iść do przodu, podnosić się z niepowodzeń, pokonywać kolejne trudności, nie dawać się stresowi. Nawet, jeśli to jest wizja nieświadoma, instynktowna. W końcu żołądź nie wie, że będzie dębem. W tym sensie przyszłość jest naszym podstawowym zasobem. Chociaż niektóre przystanki na naszej drodze do pełni mogą nam się podobać, a inne nie i tak wszystko razem tworzy jeden utwór. Ta świadomość jest ważna.

Można sobie jakoś ten poziom świadomości zamontować?

Moje ulubione ćwiczenie polega na tym, żeby wyobrazić sobie siebie jako starą osobę, powiedzmy 100-letnią. Spełnioną i zadowoloną z życia. Akceptującą fakt, że nie wszystko było idealne, takie, jak sobie zaplanowała. Co ta staruszka powiedziałaby nam dziś, patrząc na nas z własnej perspektywy? Na to, jak się miotamy: zmienić pracę czy nie, wyjechać czy zostać, rozwieść się czy nie, co zrobić w tej czy innej sytuacji. Tak zwane codzienne dylematy, które dziś wydają się nam końcem świata, z dystansu wyglądają inaczej.

Szczególnie gdy dzieje się coś bardzo silnie angażującego emocjonalnie.

To niby prosta zabawa, ale pozwala na chwilę wyjść z siebie i ochłonąć. Takie powroty do przyszłości to bardzo budujące doświadczenie. Czasem zdarza się nawet, że pojawi się rozwiązanie, wyjście z sytuacji, którego nie widać z normalnej perspektywy.

Zdarza mi się podróżować w przyszłość, żeby sobie dodać odwagi. Na przykład przed stresującym spotkaniem myślę: „Jutro o tej porze będzie po wszystkim”. Bez względu na wynik. Ta perspektywa mnie uspokaja.

W coachingu wykorzystuje się ćwiczenia typu: wyobraź sobie siebie za pięć lat, za dziesięć. Możemy zobaczyć alternatywy: zmieniam pracę albo nie. I jak w obu wypadkach wygląda moje życie, jak się czuję, co robię. Ja w różnych odsłonach. To pożyteczne narzędzie przy podejmowaniu decyzji. Lubimy rozpamiętywać przeszłość, co nam przeważnie nie służy. Myślenie o przyszłości może być bardziej pożyteczne i konstruktywne. Warto sobie wyrobić taki nawyk.

Oj, uważałabym z tymi nawykami. Od lat próbuję pozbyć się myślenia o przyszłości, bo wychodzi mi z tego głównie zamartwianie się.

Tworzenie czarnych scenariuszy bywa uzależniające. I rzeczywiście nam nie służy. Wręcz przeciwnie, odbiera energię, odwagę, dobry humor. Tworzymy okropne wydarzenia, które nigdy nie nastąpią w rzeczywistości, ale które przeżywamy tak samo, jakby się zdarzyły naprawdę.

Przyszłość w roli tortury. Bo przecież nasz mózg nie odróżnia prawdy od wizji. W dodatku sami sobie to robimy…

Trzeba z tym walczyć. To ważne szczególnie dziś, w czasach kryzysu, niestabilności społecznej. Łatwo jest wpaść w nałóg, zajmować umysł tworzeniem ciemnych wizji. Zarówno prywatnych, jak i globalnych. Bo one karmią się lękiem, który sączy się z mediów. Tu katastrofa, tam tragedia, tu krach, tam wojna. Trzeba się świadomie przed tym chronić.

Jest guzik STOP?

W klasycznej psychologii nazywa się to ruminacjami, czyli kręceniem się myślami w kółko. Pomaga z tym zerwać trening uważności. Uczymy się wracać do rzeczywistości i uświadamiać sobie: „OK, to tylko myśl. Teraz nie jest ta przyszłość, kiedy nie mam z czego opłacić kredytu i wyrzucili mnie na bruk. To tylko mój pomysł, jak się sytuacja może rozwinąć. Równie dobrze może być inaczej”.

Jak to się robi?

Wracając do ciała. Ono nie wędruje ani w przeszłość, ani w przyszłość. Tylko umysł podróżuje.

Dlatego przywoływanie się do rzeczywistości polega na wracaniu do ciała. Kiedy wystarczająco długo koncentrujemy się na doznaniach zmysłowych, na tym, że siedzimy w fotelu, oddech przepływa, czujemy ciepło, możemy się stopniowo nauczyć dystansować do naszych myśli. Nauczyć się je obserwować, jak oddech. To też zjawisko, twór naszego umysłu. Wtedy taką myśl możemy puścić, niech odpłynie jak liść na wodzie. W ten sposób stopniowo emocjonalnie uwalniamy się z sideł zastawianych na nas przez własny umysł. Jeśli chodzi o guziki, to jest najprostszy, jaki znam. Choć wymaga nieco pracy, by go sobie zamontować.

A co z celami i marzeniami? To świetny zasób.

Najlepszy. Piękne wizje, czyli marzenia, dodają skrzydeł, chce nam się żyć. Ale zrobiło się na tym polu pewne zamieszanie, które bierze się z uproszczenia i zbanalizowania pomysłu, że kiedy się czegoś naprawdę pragnie, to się to dostanie. I to bardzo szybko. Wystarczy sobie to afirmować.

A nie jest tak?

Nie w tym rzecz. Chodzi raczej o to, że z takim uproszczonym myśleniem pozytywnym jest tak jak z górą lodową. Zaczynam afirmować: chcę mieć czerwone porsche, tymczasem pod spodem we mnie drzemie cała masa niespełnień, lęków, dziur, nieprzepracowanych, nieuświadomionych, niedotkniętych. Ale ja postanawiam tam nie zaglądać, tylko zmienić to, co wystaje nad tę wodę. Zawsze myślałam, że mnie na nic nie stać, a teraz ma mi tu stanąć czerwone porsche, bo tak chcę. To tak nie działa. Uproszczone afirmacje mogą nas tylko bardziej sfrustrować. Czym innym jest realna praca nad zmianą sposobu myślenia.

Myślałam o tym, kiedy czytałam „Sekret”. Wiele osób się tym ekscytuje, więc na własny użytek sobie to zinterpretowałam. Może tak się dziać, że jakaś rzecz, którą sobie w ten sposób „wyczaruję”, się pojawi. Doświadczam tego. Decydujące jest to, kto we mnie tego chce i po co. Czy to marzenie związane z moimi brakami, pustką, którą chcę w ten  sposób zasłonić? Bo jeśli tak, to się nie spełni. Albo nie przyniesie mi satysfakcji. W najlepszym razie uświadomię sobie, że wcale mi to do szczęścia nie było potrzebne. Marzenie musi wypływać z mojej pełni, a nie z braku. Nawiązując do początku naszej rozmowy – powinno w jakimś sensie być spójne z moim wołaniem duszy, powołaniem.

Coś w tym jest. Na pewno musi wypływać z głębokich warstw w nas. Nie może pochodzić z zewnątrz, np. otaczam się znajomymi, którzy mają domy, więc ja też chcę dom. A co jeśli w głębi duszy jestem człowiekiem, który woli nic nie posiadać, tylko się włóczyć z plecakiem? Wiele osób żyje w ten sposób: istnieje uniwersalny pomysł na dobre życie, więc za nim podążam i nie zadaję sobie trudu, by w siebie zajrzeć i naprawdę odkryć, kim jestem i jakie są moje marzenia.

Jung twierdził, że dopiero koło czterdziestki zaczynamy do tych prawdziwych marzeń docierać, bo wcześniej żyjemy dla innych.

Kłopot polega na tym, że niektórzy ludzie wcale nie budzą się z tego cudzego snu o szczęściu. Coraz trudniej nam marzyć po swojemu, bo marzenia są nadużywane. Cała kultura konsumpcyjna jest oparta na ich kreowaniu. Ile jest reklam, które mówią to wprost? Bądź sobą, wybierz to czy tamto, jesteś tego warta. To pranie mózgu. Nawet gdy o tym wiemy – mnie przecież też się podobają takie kolorowe obrazki. Tylko gdzie w tym wszystkim jestem ja? Czy w ogóle słyszę głos swojego serca? Ten cichutki, który mówi, żeby zostawić to stado owiec i ruszyć do Egiptu w poszukiwaniu „własnej legendy”?

Albo wręcz przeciwnie: nie jedź za tym stadem owiec do Egiptu, tylko idź na studia MBA…

Szukajmy tego, co naprawdę nas karmi. Wówczas to jest zasób. U Castanedy nazywa się to podążaniem ścieżką serca. Poznaje się ją po tym, że nas wzmacnia, dzięki temu rośniemy.

Co nie znaczy, że jest zawsze przyjemnie. Może dlatego karierę robi to uproszczone afirmowanie. Chcielibyśmy powiedzieć zaklęcie, i już. Żeby się spełniło bez wysiłku. Siedzę sobie w domu, afirmuję i pieniądze spadają z nieba.

Afirmacja jest ważna, ale oprócz tego trzeba jeszcze zrobić pierwszy krok.

Kiedy zrobi się ten pierwszy krok, kolejne pojawiają się niemal same. To właśnie odróżnia marzenie od sztywnego pomysłu. Zwykle w trakcie realizacji końcowa wizja się zmienia. Na bieżąco się weryfikuje, urealnia. Wtedy naprawdę tańczymy z wszechświatem, podążamy, nie narzucamy swojej wizji. Mamy pomysł, ale zostawiamy przestrzeń na magię, on jest trochę jak sen, symbol. Marzenia w ogóle możemy traktować jak symbole. Które stają się ciałem w drodze.

A jak się do tego ma zarządzanie, cele? Modne dziś słowa?

Przydają się, gdy trudno zacząć. W coachingu cel to marzenie z datą realizacji. Pomaga się urealnić. Za dwa lata chcemy mieć to i to, więc co musi się wydarzyć teraz, by to było możliwe? Są więc momenty w życiu, kiedy potrzebujemy sobą zarządzać, stawiać sobie cele i je realizować. Ale są i takie, kiedy warto pobyć w sferze symboli, posłuchać siebie, odkrywać coś pozornie bez konkretnego celu. Życie przebiega w różnym tempie. Nie zawsze musimy przeć do przodu. Czasem trzeba sobie pozwolić na nieco chaosu, by nowa jakość mogła się wyłonić. Wiele ludzi ma z tym kłopot, bo chcą wszystko kontrolować. To nie jest komfortowe – nie wiedzieć dokąd zmierza nasze życie. Ale to jest moment mocy, mamy szansę zobaczyć, że wszystko jest możliwe. Trzeba się tylko odważyć spojrzeć w tę przepaść. A potem w nią skoczyć. Tym właśnie jest pierwszy krok w nieznane. Bo tak naprawdę nie wiemy, co się wydarzy, musimy zaufać, że proces nas poprowadzi.

Bardziej frustrujące od skoku jest wieczne zwlekanie.

Wtedy mogę się koncentrować na tym, jaka jestem beznadziejna. Ciekawe, że łatwiej nam się biczować i pognębiać niż np. koło czterdziestki zacząć realizować swoje pasje. A znam ludzi, którzy tak właśnie robią. Marzenie staje się zasobem, kiedy je realizujemy. Nawet gdy te kroki są małe, a droga kręta i czasem z niej zbaczamy. Na to też trzeba sobie pozwolić: to szukanie, błądzenie, odkrywanie jest samo w sobie sensem. Dużo ludzi utyka po drodze. Przestają marzyć, bo nie mają zasobów, oparcia w rodzinie, pieniędzy, wykształcenia, starość idzie… Setki powodów. Nawet jeśli to wszystko prawda, co z tego? Marzę o tym, by zacząć malować, a pracuję na poczcie? Nie muszę od razu rzucać pracy. Idę na pierwszy kurs, na który mnie stać, i próbuję. Kto powiedział, że mam się utrzymywać z malarstwa? Nawet najwięksi nie zawsze to potrafili. Ale jeśli chcę malować, mogę to robić. Zacząć i zobaczyć, co z tego wyniknie. Czy to się okaże tylko mrzonką i mi przejdzie, czy zaprowadzi gdzieś dalej. Nigdy nie wiadomo. I to jest piękne. Ale zawsze dodaje energii, ożywia nas w sposób, jakiego nie umiemy nawet przewidzieć. Przyszłość to piękny zasób. Możemy ją sobie dowolnie meblować.

Wywiad z dr Bogną Szymkiewicz – Kowalską, źródło www.zwierciadło.pl








Wywiad Billa Saya z Amy i Arnoldem Mindellami po Worldworku w Warszawie

1)What is Worldwork?


 

Thanks for interviewing us Bill, we are sitting in the airport right now coming back from

worldwork and we appreciated your teamwork there and the teamwork of our whole staff.


 

Worldwork? To be brief, it is a way of working on world issues that is both inner, relationship oriented, organizational and large group work. As most know, democracy which is based upon citizen power, that is “demo-kratie” in Greek, is clearly a step further in consciousness beyond dictatorship.


 

But even though democracy is a step, it does not always work well in the sense of reducing violent conflict. Why?, because it teaches about sharing power but does not teach about relationship, which goes beyond power. The next step beyond power is developing more sustainable contact with others and the ability to work with one another.


 

Thus, worldwork is based upon what Arny called “deep democracy”, which stresses awareness, and not only power. Awareness of interaction means more fluid relationships, awareness of voice and body signals, awareness of shared momentary and historical roles etc. The most outward and dramatic aspects of worldwork appear in large group work, as we just experienced in Warsaw…amazing…to see 500 people from 43 countries working together .


 

2) What's on your minds today with regard to Worldwork and the current world situation?


 

We are most aware of the need to focus on solutions and social system change. But sustainable relationships are equally or perhaps more import_ant. To achieve such relationships, some of us need to learn how to facilitate and be elders who know and participate in with the various sides, and various roles inside of themselves and outside in group processes. Such elders can turn conflict into fluid and creative relationships where people understand and work together.


 

3) In many ways, the state of the world is known through the news we receive by newspaper, Internet, TV and radio. Is there anything about the state of the world that may not be so obvious through these more common place means of communication, especially when looking at it from a Worldwork point of view?


 

The news is full of polarities as defined by our present consensus reality which depends upon the culture, people and country. Thus, the outer opponents may be one country against another, or one people against another.


 

What is not so obvious, is that there are always a few people who are able to feel into all sides. And what also is not so obvious is that present day conflicts are based to some extent upon unworked out, undiscussed historical issues which people prefer to forget instead of processing. This is understandable, everyone wants to avoid pain, but we need more than this avoidance. We think of the relationship between Russia, Poland, Ukraine, Germany, Italy, Hungary, Estonia, ……. Etc. Just now in Warsaw, the figures of the 2nd world war and the Communist era needed to be experienced and processed first before any understanding could occur between people.


 


 

4) Reading about the state of the world can be very alarming. Can you say anything that contrasts the state of the world with the process of the world? And is the process of the world as alarming in your view?


 

The state of the world is a “state”, that means a frozen picture which is supposed to be based upon whatever a group considers the good or bad “guys” so to speak. However, when we begin to process things inside or in organizations or groups, suddenly people realize, they often are not just frozen, but quietly feel a bit like the other side. When someone realizes this, she or he can sometimes switch roles, and become more fluid, and help create a more aware community. When this happens, this fluidity allows for solutions, and relationships beyond any one solution.


 


 

5) Your work suggests that entities have thematic roots, or myths, that are present in the very beginning of things, roots that often endure in meaningful ways. Do you have any thoughts as to the most basic theme of the world and of Worldwork?


 

there are many mythic roots to a given culture and people. One of the main world myths shows a God who tells the first people not to do certain things in “heaven”. When this happens, this “God” gets angry, and sends the first woman and man to earth where death will occur. This story is import_ant, because like that “God”, we need to take a stand, and like that “god” say “no” to things we feel are wrong. But at the same time, limiting the life span of the “bad guys” is no resolution.


 

We need a new myth for sustainable resolutions in which we not only disagree and get angry with others, but also learn to process the relationships and learn to get along with people.


 

6)In my understanding and experience with Worldwork, it seems that Worldwork has an unusual way of entering experientially into an issue in order to understand, unfold it and build community. Can you comment on this?


 

Unusual? Yes, this term depends of course upon the group, culture+ situation.  Some groups will work on finding the roles inside. Others are more at ease, playing out roles and switching roles in large groups.


 

We need a world, perhaps starting with kindergarten where conflicts can be openly and safely discussed and processed inside and in the middle of the group. In a way, we need new kindergartens, and this will enable new worlds to arise.


 

7) For our very different viewers who may experience varying degrees of inclusion or exclusion, power or the lack of it, and yet are seeking better ways of living and working together, can you offer any general suggestions?


 

Yes, follow your own self, your own dreams. If possible, speak about conflicts with others, and demonstrate how you yourself can create conflict by being rank-unconscious. Each of us has some rank and power, stand for it, and then be aware that it can irritate and inflame “power struggles“ with others. In other words, take a stand, then understand the other, and be them.


 

8) It seems that many people and groups would like to change, impact or otherwise work with the world and yet may feel unsure of how to maximize their effect. Can you offer any ideas or encouragement to those struggling with how to best make a difference in this world?


 

Yes, enjoy any comfort you can find, then go into groups and cultures you don’t know much about, or where you feel uncomfortable, in order to learn about different communication styles and ways of being. Create more community among all peoples, do it your own way, but do it.


 

9) I know you've learned many things from working with groups all over the world, are there any particular lessons that come to your minds today?


 

Everyone, even the bad guys are part of our family. Also, there are basic process structures that all groups experience regardless of their culture. All groups gossip, have ghost roles, double signals. And in almost every group there are elders who come out of "nowhere"…who are often not the designated facilitators. These people hold their arms open and are there for everyone and can sit in the fire.


 

10) Many groups, organizations and communities struggle with conflicts. Do you have any suggestions?


 

Fight, protect yourself, then think, how are we the other.


 

11) How is Worldwork evolving and does its evolution mirror a greater global tendency?


 

there is more interest than ever around the world in worldwork—and many leaders are interested but are shy about saying this publicly. But change will happen for us if we start changing in kindergarten, having kids practice worldwork on the playground.


 

12) Amy, in a talk you and Arny gave in Yachats last year on Worldwork, you spoke of being hopeful about what you see happening in your work with different groups around the world. Could you comment on this hopefulness?


 

yes, when a group uses awareness and appreciates where people are at and use various tools, amazing things happen. People can be conflictual, but with some awareness, groups can be amazing. We have seen this happen in connections with organizations, interest groups, Churches, UN groups, and people around the world.


 

13) Michal Shimoni asked a question of advice for those living in conflict zones.


 

Yes, care for yourself first, then begin to carefully and conservatively play out the opponent and fluid interactions, demonstrating in role play how to do that with your friends and groups. The key is to sometimes be the opponents arguing against yourself.


 

14) Matt Stella asked a question about applying Worldwork in an area where the populace is pretty homogenous.


 

Wonderful. Build up their pride, then slowly introduce the roles of other groups that may not be present. How? Show this while shopping, at the airport, and on the city streets






CIEKAWY ARTYKUŁ AGNIESZKI WRÓBLEWSKIEJ w "ZWIERCIADLE" http://zwierciadlo.pl/2012/seks/erotyka/cztery-wymiary-milosci/3

 Wysokie Obcasy

Granice wolności w związku

Agnieszka Jucewicz rozmawia z psychoterapeutą Andrzejem Wiśniewskim


  http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53664,7879644,Granice_wolnosci_w_zwiazku.html?as=1


Wieża Babel Strona do druku Wyslij link z adresem artykulu
20.03.2008.
Perfekcjonizm, krytyk wewnętrzny, brak motywacji, nieodpowiedni nauczyciel, źle wybrany sposób uczenia się. Kluczem do rozwiązania trudności, jakie napotykamy, ucząc się języków obcych, może okazać się wiedza psychologiczna. Nauka języka obcego to nie tylko słówka i konstrukcje zdań, to konkretny człowiek z całą swoją złożonością.


ALEKSANDRA MALINOWSKA, Mus: Czy wiedza psychologiczna może pomóc w opanowaniu języka?
MARZENA WASILEWSKA, lingwistka, tłumaczka i lektorka angielskiego oraz terapeutka pracy z procesem:
Praca psychologiczna z językami dopiero się zaczyna. Nauczyciele korzystają z tej wiedzy intuicyjnie, i jednym przychodzi to łatwiej, a innym trudniej. Prowadzę warsztaty pod tytułem „Wieża Babel – czemu wciąż nie mówię w obcym języku pomimo wielkich wysiłków”. Przychodzą na nie ludzie, którzy doświadczają różnych barier, ograniczeń w nauce. Kluczem do ich rozwiązania jest właśnie wiedza psychologiczna.

Psychologia


















Zatem co ma wspólnego psychologia z nauką języków obcych?

Po pierwsze trzeba zdać sobie sprawę, że język obcy to obca kultura. Niezależnie od tego, czy uczymy się słowackiego, czy japońskiego. Po drugie warto mieć świadomość, że język jest nadawaniem znaczeń rzeczom istniejącym i te wszystkie znaczenia zależne są od naszego ja. To my je nadajemy poprzez nasze doświadczenia. Ojczystego języka też się uczymy w jakiś okolicznościach, określonym środowisku.  Znamy go różnie, mamy różny zasób słów, różne możliwości ich łączenia, kojarzenia, myślenia logicznego. Psychologia ma dużo do powiedzenia w uczeniu się własnego języka, a co dopiero kiedy człowiek ma już ukształtowany jakiś system znaczeń oraz schematów i musi przyjąć drugi, inny. I jeszcze połączyć oba te systemy w jakąś jedność, która będzie wewnętrznie spójna. 

Ludzie mają różne predyspozycje do nauki języków.
Tak, bo ludzie są różnie biologicznie ukształtowani. W uczeniu się języków sporą rolę odgrywają też różnice płciowe. Na ogół to kobietom łatwiej jest się ich uczyć, bo jesteśmy lepsze w mówieniu i komunikacji. Oczywiście, istnieją wyjątki po jednej i po drugiej stronie, ale jest to silnie uwarunkowane lateralizacją półkul. 

Każdy z nas jest inny.
I każdy inaczej doświadcza świata. Język to komunikacja. Musi być nadawca i odbiorca, ale między nimi jest kanał, czyli środek. Naszym środkiem nie są jedynie słowa. I z tego trzeba sobie zdawać sprawę - że język to są nie tylko słowa, ale także komunikacja niewerbalna. Czyli mowa ciała, odczuwanie, wzrok. W kanale słuchowym są wszystkie przerwy w mówieniu, zająknięcia, cała intonacja. To też istotne rzeczy. Niektórzy na przykład wstydzą się przekroczyć bariery innej intonacji. A intonacją w każdym języku wyrażamy intencje.

Jakich ograniczeń doświadczają ludzie podczas nauki języków obcych?
Najczęstszą przeszkodą jest krytyk wewnętrzny. To jest chyba największa bariera, która przeszkadza ludziom mówić. Żeby powiedzieć coś w obcym języku, krytyk wewnętrzny musi się upewnić, że się nie wygłupi. Głównie przed sobą samym. Ten głos płynie z wewnątrz i jest skutecznym hamulcem.

Co jeszcze może przeszkadzać?
Na moje warsztaty przychodzą ludzie, którzy napotykają na przeróżne problemy. Na przykład ktoś na lekcjach mówi bez problemu, a potem staje twarzą w twarz z obcokrajowcem i słowa nie może wydusić. Albo ma na przykład trudności z rozmawianiem przez telefon, bo kiedy brakuje kontaktu wzrokowego z ustami, ma kłopoty w usłyszeniu.

Albo boi się wysyłać e-maile. 
Też takich spotkałam. Boi się, że jak w e-mailu zrobi błąd, to będzie dowód, że czegoś nie umie. Za tym może stać prerfekcjonizm, który ogromnie przeszkadza w przełamaniu barier. Bo uważamy, że mnie nie wolno się pomylić. A jak po polsku piszemy e-maile? Bez interpunkcji, z literówkami, nie zawsze gramatycznie. A w obcym języku nie dajemy sobie prawa do robienia błędów. Kto powiedział, że nie można robić błędów?

Psychologia










Co jeszcze może nas hamować?
Na przykład brak dobrej motywacji albo pierwsze negatywne doświadczenie z użyciem języka. Człowiek uczy się, uczy a potem ma miejsce jakieś wydarzenie i rezygnuje. Na poziomie świadomości nie wie, co takiego właściwie się zdarzyło, ale często dochodzi do wniosku, że po prostu nie ma zdolności językowych. Tu jest ogromne pole do pracy dla psychologa. Z tymi wszystkimi barierami można pracować m.in. metodami psychologii zorientowanej na proces. Metoda ta głęboko dociera do doświadczenia płynącego z ciała. Te, nawet minimalne, sygnały potrafimy wykorzystać do tego, żeby dowiedzieć się jakich barier doświadczamy. Jaka jest ich prawdziwa przyczyna.

Co konkretnie robicie na warsztatach?
Wykonujemy ćwiczenia, które penetrują różne obszary doświadczenia człowieka. Jest ich dziesięć. Pięć pierwszych ukierunkowanych jest na to, co nam przeszkadza. Pięć kolejnych poświęconych jest temu, żeby odkryć co nam może pomóc w nauce języka. Cały warsztat służy poznawaniu siebie i odkrywaniu możliwości. Nie uczymy się na nim języka! Eksplorujemy swoje słabe i mocne strony, po to żeby lepiej sobie poradzić z nauką i żeby wreszcie poczuć satysfakcję z już osiągniętych umiejętności.

No właśnie – co nam może pomóc?
Sytuacje, w których mogę i nie mogę się uczyć. I sposoby, w jakie mogę lub nie mogę się uczyć. Niektórzy są wzrokowcami, inni słuchowcami - to warto sprawdzić. Jeśli ktoś na siłę uczy się z kaset, a bardziej trafia do niego słowo pisane, bo jest typem wizualnym, będzie się uczył nieefektywnie. Poza tym warto szukać sprzyjającej atmosfery. Czasem pomaga nastrój, czasem osoba, która nas uczy. Lepiej nie upierać się, że na przykład muszę się nauczyć w dużej grupie, bo tak jest taniej, jeśli jestem indywidualistą i źle czuję się w jakichkolwiek grupach. Albo, że będę chodził do tego nauczyciela, bo podobno jest dobry, a czuję że nadajemy na zupełnie innej fali.

Co jeszcze może nas mobilizować do nauki?
Nagroda. Odpowiedź na pytanie - dlaczego to robię i czy mam z tego jakąś satysfakcję. To jest kwestia podejścia i na warsztatach szukamy tego podejścia. Szukamy nagrody, żeby nauki języka obcego nie traktować jako koszmarnego, ciężkiego obowiązku.

Czym możemy się nagrodzić?
Dla każdego może to być coś innego. Ciekawa, fajna książka. To, że język którego się uczę, bardzo mi się podoba. Niektórzy lubią francuski, jego melodię. Ktoś inny może się cieszyć, że zaczyna formułować bardziej złożone zdania, albo wręcz odwrotnie – umie już zwięźle powiedzieć o co mu chodzi. Potrafi dogadać się za granicą z cudzoziemcem, choć niekoniecznie jeszcze z tym, którego jest to język ojczysty. Najważniejsze, żeby mówienie było przyjemnością, a nie karą i żeby bez oporów w każdej sytuacji próbować używać obcego języka zamiast oblewać się rumieńcem, gdy ktoś na ulicy zapyta w obcym języku o drogę. To próbujemy osiągnąć na warsztatach.

Albo, że pokonaliśmy już jakiś etap nauki?
Tak, ale nie warto zakładać sztywno, że zrobimy to w jakimś konkretnym czasie.Trzeba sobie zdawać sprawę, że język to doświadczenie. Nauka języka nie jest suchym nauczeniem się słówek czy też konstrukcji zdań. Nauczenie się tego nie sprawi, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, osiągniemy finalny efekt. Nauka języka niewiele ma wspólnego z naukami ścisłymi. To humanistyka. Najważniejszy jest konkretny człowiek z całą swoją złożonością.

Rozmawiała Aleksandra Malinowska 


MARZENA WASILEWSKA - lingwistka, tłumaczka i lektorka angielskiego oraz  terapeutka pracy z procesem. (Lingwistyka stosowana ze specjalnością angielski i rosyjski UW, psychologia WSFiZ, Cambridge Proficiency English, obecnie zajmuje się badaniami nad świadomością w laboratorium psychofizjologii prof. dr hab. Piotra Jaśkowskiego, prowadzi warsztaty rozwoju osobowości przy Instytucie Badań Literackich PAN oraz indywidualne konsultacje lingwistyczne i sesje terapeutyczne.)
www.masterschool.pl.tl; www.angielski-psychologia.pl


Świat to Ty Strona do druku Wyslij link z adresem artykulu
13.03.2008.
Uderzeniowa dawka doznań. Wspinasz się z plecakiem pod wielką górę, śpisz na pustyni pod gołym niebem, jedziesz na dachu autobusu i boisz się, że spadniesz. Mierzysz się ze swoimi słabościami, ograniczeniami. Wychodzisz z ram codziennego życia. Tak naprawdę mierzysz się ze sobą. Po co? By zmienić siebie, by się rozwinąć. Po to jest Experience Expeditions - warsztaty psychologiczne w odległych kulturowo zakątkach świata. W wywiadzie dla Musu mówi o nich ich twórca psychoterapeuta Tomasz Teodorczyk.

fot. T. Teodorczyk, Buddyjskie stupy na Kunzum La (4600 m), Him







Buddyjskie stupy na Kunzum La (4600 m),
Himachal Pradesh, Indie
fot. T. Teodorczyk




ALEKSANDRA MALINOWSKA, Mus: Warsztaty psychologiczne w indyjskich Himalajach, Etiopii, Peru czy Nepalu? Dlaczego tak daleko?

TOMASZ TEODORCZYK, psychoterapeuta: Experience Expeditions, które organizujemy od 2,5 roku, są połączeniem wyprawy podróżniczej z warsztatem psychologicznym. Nasza koncepcja jest odpowiedzią na poszukiwania zmiany tożsamości człowieka. Ta zmiana jest konieczna do tego, żeby człowiek się rozwijał. Dlatego tak daleko, bo tam można łatwiej sięgnąć do różnych aspektów, których normalnie nie używamy. Kiedy uwiązani jesteśmy w swoich ramach zarówno środowiskowych, jak i społecznych, kulturowych, nawet narodowych, nasze zwyczajowe style funkcjonowania są podtrzymywane. W tych ramach nie ma rozwoju. Zetknięcie się z innymi kulturami w sensie nie tylko podróżniczym, ale i psychologicznym, to okoliczność sprzyjająca temu, by ramy tożsamości poszerzyć i dać ludziom nowe doświadczenia i inspiracje potrzebne do rozwoju.

Wasze hasło brzmi „Świat to Ty”.
To jest kawałek myślenia globalnego, zakładającego że człowiek jest częścią świata. Nawet więcej – człowiek jest światem i w tym świecie może odnaleźć siebie. Jak pojedzie i zobaczy ten świat, przekona się że to nie pocztówka i naprawdę przeżyje doświadczenie kontaktu z innymi kulturami, odkryje że na swój sposób jest również  tą kulturą, tylko o tym nie wiedział. Jak odkryje w sobie Hindusa, Etiopczyka, to będzie mu łatwiej myśleć w innych  kategoriach. To jest jeden z obszarów psychoterapii zorientowanej na proces , metody w której pracujemy.

Jak organizujecie wyjazdy?
W tej chwili jeździmy w cztery miejsca: w Himalaje indyjskie, do Nepalu, Etiopii i  Peru. Mamy też parę innych miejsc w planach. Grupy liczą do 10 osób, wyjeżdżamy na 16-20 dni. Każdy wyjazd ma swoją psychologiczną tematykę. Na przykład w Himalaje jedziemy pod hasłem „Czas zmiany”, a do Etiopii - „Inne wymiary życia”. Jeździ z nami zawodowy podróżnik z biura podróży, który zna te miejsca od podszewki. Ale wybieramy je my, czyli psychologowie z Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces, tak by były zgodne z tym, co chcemy psychologicznie osiągnąć. Muszą być urozmaicone, jeśli chodzi o doświadczenia. To muszą być miejsca, gdzie jest i kultura, i natura, i ludzie, a także inne sposoby rozumienia czasu oraz przestrzeni.

fot. T. Teodorczyk, Machu Picchu, Peru











Machu Picchu, Peru
fot. T. Teodorczyk




Żeby było jak najwięcej doznań?

Tak. To jest wyprawa po doświadczenie. Chodzi o to, żeby złapać jak największą dawkę doświadczeń z różnych sfer. Ale takich doświadczeń, które uczestnik podróży jest w stanie przełożyć na siebie i swoje życie. Dbamy o to, żeby na przykład miał kontakt z tamtejszymi ludźmi. Chodzimy po ich domostwach, oglądamy, spotkamy się z nimi.

Odwiedzacie też miejsca, w których można się odizolować? 
Też. Miejsca, gdzie można zmierzyć się ze sobą. Ze swoimi słabościami, ze swoimi granicami wytrzymałościowymi. Dlatego na przykład wchodzimy na 5200 metrów czy też jedziemy na pustynię. W Nepalu mamy 9-dniowy treking pod Annapurnę. Ale na tej zasadzie, że to jest droga - kto wejdzie, ten wejdzie. Kto nie – ma doświadczenie mierzenia się z własnymi ograniczeniami. Stwarzamy możliwość doświadczania niezwykłych miejsc – jesteśmy na przedziwnych pustyniach, w skalnych klasztorach, buddyjskich świątyniach. Jest tego dużo – religia, kultura, rytuały, obyczaje, ludzie.

W tym wszystkim ważna jest chyba inność?
Bardzo, na przykład inne sposoby rozumienia czasu. Proszę sobie wyobrazić, że w Etiopii mają w tej chwili 2000 rok. Ale to mało - rok się u nich zaczyna 11 września. A żeby było śmiejszniej - mają 13 miesięcy. A żeby było jeszcze śmieszniej - godziną zerową jest szósta rano. Totalny odjazd, wszystko jest inaczej.

Po co nam ta inność?
Żeby spojrzeć na życie od innej strony. Jak jesteśmy tutaj, to wydaje się nam że to jest ważne, czy tamto jest ważne. Jak jesteśmy w Etiopii, zmienia się optyka. Okazuje się, że rzeczy, o których wcale nie myślimy, stają się sprawami absolutnie fundamentalnymi. Ludzie odkrywają ważność różnych rzeczy, doświadczają też swojej wielowymiarowości.

fot. T. Teodorczyk, Etiopka z plemienia Tigre














Etiopka z plemienia Tigre
fot. T. Teodorczyk



Po co?

Wszystko po to, żeby rozbić wewnętrzny stereotyp tożsamości w myśleniu o sobie. Dopóki widzimy, że nasz świat, nasze życie i nasze możliwości są zamknięte w naszych codziennych ramach, dopóty szalenie trudno jest nam się rozwinąć. Tam mamy okazję doświadczyć na sobie, że tych możliwości jest znacznie więcej. Że można inaczej patrzeć na czas, inaczej odczuwać przestrzeń, że można żyć w zupełnie innych warunkach. Jeżeli to naprawdę się przeżyje, nie tylko zobaczy czy przeczyta, wtedy w człowieku coś „zaklikuje”. Myśli sobie: „A może fajnie by było, żeby...”.  Wtedy łatwiej jest dokonywać zmian po powrocie.

Jakich zmian?
Zawsze przed wyjazdem spotykamy się z grupą, żeby zobaczyć w jakim miejscu życiowo-psychologicznym każdy uczestnik się znajduje. Jeden potrzebuje zmienić cały swój sposób odniesienia do pracy, inny potrzebuje zmiany w relacjach, jeszcze ktoś inny jest w miejscu kryzysu środka życia i zupełnie nie wie co robić. Ale w dużej mierze jest tak, że dopiero po powrocie uświadamiają sobie, że potrzebują zmienić dużo, dużo więcej.

Zdaje się, że Experience Expeditions to dawka uderzeniowa?
Uderzeniowa, absolutnie. To jest trochę tak jest z terapią. Przychodzi człowiek i mówi, że ma problemy z żoną, albo z dziećmi, albo z pracy go wyrzucili, ale to tylko wyjściowy kłopot. To, co naprawdę potrzebuje zmienić, jest na końcu. Na wyprawach jest tak samo.

Jak wyglądają zajęcia warsztatowe w warunkach podróży?
Różnie. Na przykład rano uczestnicy dostają do wykonania jakieś zadanie wewnętrzne. Dajmy na to, mają obserwować ludzkie twarze, zastanowić się, co ich w nich przestrasza, fascynuje, przyciąga. Albo domostwa. Potem wieczorem się spotykamy i pracujemy nad tym doświadczeniem. Pracujemy indywidualnie, grupowo, w parach. Nie ma sztywnego programu. Jeśli widzę, że grupa potrzebuje jakiegoś typu doświadczenia, którego nie było w programie, idę do pilota i myślimy jak im je zapewnić.

fot. T. Teodoczyk, Annapurna Base Camp (4100 m), Nepal












Annapurna Base Camp (4100 m), Nepal
fot. T. Teodorczyk



Spotykacie się po powrocie?

Są spotkania powyjazdowe. Doświadczenia takich wypraw bardzo  szybko zbliżają ludzi. Wspólnie przecież mierzą się, idąc z plecakami pod wielką górą, jadą na dachu autobusu i boją się że spadną albo śpią na pustyni pod gołym niebem. Oni potem potrzebują się spotkać, podzielić doświadczeniami. Część z nich wchodzi z nami w bliższy kontakt - bierze udział w warsztatach, szkoleniach, nawet programach licencyjnych. 

A życie tych ludzi? Zmienia się?
Oczywiście. Ktoś na przykład czuł się uwiązany do domu, w którym mieszkał, sprzedaje go, wyprowadza się w inne miejsce. Ktoś się rozwodzi, ktoś zmienia pracę. Mamy też małżeństwa, które są wynikiem wyjazdu. To są duże zmiany.

A panu osobiście co te wyprawy dają?
Przede wszystkim dają mi poczucie mierzenia się z dużym wyzwaniem. Bywa ono czasem trudne, bo tam nie ma przebacz. Tam człowiek się sprawdzi albo nie. Zwykle psycholog chowa się za rolą, za wiedzą, którą ma, za formułą relacji terapeutycznej. A tam jestem obserwowany 24 godziny na dobę i muszę być z uczestnikami w stałym i prawdziwym kontakcie. Program jest, ale zmienia się wielokrotnie. Każdego dnia muszę się zastanawiać czy to, co sobie wymyśliłem, jest na ten moment dobre. Ciągły alert. 

To chyba fajne? I rozwijające?
Super! Mam wrażenie, że odkąd zacząłem wyjeżdżać rozwinąłem się jako terapeuta. Mam poczucie, że lepiej rozumiem to, co z ludźmi się dzieje. Szybciej to widzę i bardziej patrzę poprzez rzeczy.

Rozmawiała Aleksandra Malinowska

TOMASZ TEODORCZYK – dyplomowany terapeuta i nauczyciel pracy z procesem RS POP w Zurichu. Stworzył Akademię Psychologii Zorientowanej na proces. Tworzy i prowadzi wyjazdy psychologiczno-rozwojowe Experience Expeditions w odległe kulturowo zakątki świata. Tłumacz książek A.Mindella oraz autor artykułów o pracy z procesem. Współtwórca projektów artystyczno-psychologicznych. Więcej informacji „Who is Who w Polsce 2005” i nast. lub www.whoiswho.com.pl sekcja wyszukiwania biografii.

O Experience Expeditions i innych warsztatach Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces przeczytasz na www.akademiapop.org

CZYTAJ TEŻ W MUSIE:


O warsztatach:
Peru
- kontrasty w życiu i relacjach
Zrozumieć emocje

Tekst Tomasza Teodorczyka
Psychologia Zorientowana na Proces 

Spójrz wrogowi prosto w oczy

 

Rosnące zainteresowanie psychoneuroimmunologią podyktowane jest między innymi tym, że dostarcza nam ona nowych narzędzi do radzenia sobie z chorobami i stresem. Odkrycia ostatnich 20 lat są bardzo obiecujące. Mówią nam, że w sprawie odporności na stres i choroby mamy więcej do powiedzenia, niż nam się wydawało. Nasza psychika to potężny sojusznik, który może nam umożliwić zdrowe, godne życie, – jeżeli potrafimy skorzystać z pomocy, którą oferuje.

Pojęcie stresu liczy sobie około 50 lat. Nasz wiedza o stresie szybko się wzbogaca. Wraz z nią zmienia się podejście do zapobiegania i leczenia skutków stresu. Ostatnie 20 lat przyniosło możliwość zrewidowania poglądów na stres i wypróbowania nowych, efektywniejszych metod. Dzięki temu podejściu możemy na zjawisko stresu i na naszą rolę w kształtowaniu własnej odporności patrzeć bardziej optymistycznie.
Dawniejsze poglądy na stres


Ogólnie przyjęty, "klasyczny" sposób widzenia stresu pochodzi z dwóch etapów badań. Pierwszy rozwinął w latach 50-tych Hans Selye. Drugi, zrodzony w latach 60-tych zainicjowali Thomas Holmes i Richard Rahe, psychiatrzy z Washington University w Seattle. O ile w ujęciu Selye stres opisany jest jako naturalne, konieczne zjawisko, jako część naszego życia, to alternatywna koncepcja stresu przedstawia stres jako zło konieczne, jako zagrożenie. Holmes i Rahe bazują na pojęciu stresorów, wydarzeń życiowych, które wymagają od nas przystosowania, (czyli powodują stres).

Holmes i Rahe udowodnili statystyczny związek pomiędzy stresorami a chorobą. Od tego momentu utarło się przekonanie, że stres jest zły, należy go unikać. W ten sposób znaleźliśmy się w defensywie, starając się unikać tego, czego uniknąć nie można, i poświęcając uwagę minimalizacji skutków stresu zamiast uczyć się z nim żyć. To trochę tak jakby marynarz unikał morza. A już Selye powiedział "bez stresu nie byłoby życia."
Współczesne poglądy na stres


Z nowszych badań wynika, że to, czy zachorujemy z powodu stresu zależy od tego, jak będziemy reagować, co będziemy czuć, co myśleć, jak się zachowamy. Współcześni badacze stresu zorientowani na jedność ciała/umysłu odkryli, że kluczowym czynnikiem jest siła naszej psychiki przejawiająca się m.in. tym, że potrafimy korzystać z własnych zasobów psychofizycznych.
Osobowość immunologicznie silna


Henry Dreher zebrał wyniki badań naukowych z pogranicza immunologii i psychologii, wykonanych przez uznanych psychologów amerykańskich. Badania te dotyczą siedmiu aspektów osobowości, które sprzyjają odporności na stres. Aspekty te wyrażają się w konkretnych postawach i zachowaniach. Ich krótki opis z podaniem źródeł przytoczono poniżej. Ósma cecha pochodzi od Johna Kabat-Zina, który od ponad dwudziestu lat metodą autorską pomaga ludziom uleczyć skutki stresu. Dreher nazywa sumę tych konstruktywnych cech i postaw "osobowością silną immunologicznie" (Immune Power Personality).
Osiem cech decydujących o zdrowiu
 
1.                             Wrażliwość na sygnały wewnętrzne

Dr Gary E. Schwartz, psycholog z Arizona University odkrył, że ludzie, którzy rozpoznają sygnały ciała/umysłu, takie jak dyskomfort, ból, zmęczenie, złe samopoczucie, smutek, gniew i przyjemność lepiej sobie radzą psychiczne, mają lepszy profil immunologiczny i zdrowszy układ krążenia. Schwarz opisał trzy aspekty tej cechy nadając jej zbiorczą nazwę "czynnik ACE". Tak więc czynnik ACE posiada trzy fazy: uświadomić sobie, połączyć, wyrazić (Attend, Connect, Express). Naszym atutem (ACE czyli as) jest zdolność do słuchania własnego organizmu (Attend), zrozumienia sygnałów w kontekście naszego życia (Connect) i dokonanie koniecznych zmian (Express).
2.                             Zdolność do zwierzeń

Dr James W. Pennebaker, psycholog z Southern Methodist University w Dallas, Texas wykazał, zwierzanie się jest zdrowe. Ludzie, którzy ujawniają swoje sekrety, urazy i uczucia względem samych siebie i innych mają żywsze reakcje immunologiczne, zdrowsze profile psychologiczne i znacznie rzadziej chorują.
3.                             Siła charakteru

Dr Suzanne Ouellette, psycholog z City University, New York skoncentrowała się na sile charakteru (hardiness). Wyróżniła w niej 3 elementy (3C). Nazwała je zaangażowanie, kontrola, wyzwanie (Commitment, Control, Challenge). Przez zaangażowanie Quelette rozumie aktywne włączanie się w pracę, twórcze działanie oraz żywe związki z ludźmi. Kontrola oznacza tu poczucie, że możemy wpływać na jakość własnego życia, zdrowia i sytuację społeczną. Wyzwanie to postawa, która traktuje sytuacje stresujące nie jako zagrożenie lecz jako sposobność do korzystnych zmian, do rozwoju. Ludzie obdarzeni tymi cechami rzadziej chorują i mają silniejszy układ immunologiczny.
4.                             Asertywność

Lekarz Dr G. F. Solomon, jeden z pionierów psychoneuroimmunologii udowodnił w serii badań spełniających wysokie naukowe standardy, że ludzie, którzy wyrażają swoje potrzeby i uczucia mają silniejszy i bardziej zrównoważony układ immunologiczny, oraz łatwiej opierają się chorobom immunologicznym, takim jak reumatoidalne zapalenie stawów, czy też AIDS. Zauważono także powiązanie między siłą immunologiczną a zdolnością odnalezienia sensu życia w stresujących okolicznościach.
5.                             Tworzenie związków opartych na miłości

Dr David Mc Clelland, światowej sławy psycholog z Boston University wykazał, że ludzie o silnej motywacji do tworzenia związków opartych na miłości i zaufaniu mają bardziej żywotne systemy immunologiczne i mniej chorują.
6.                             Zdrowe pomaganie

Allan Luks z Institute of Advanced Health badał uzdrawiającą moc altruizmu. Pokazał on, że osoby zaangażowane w pomaganie innym zyskują korzyści nie tylko w sferze psychicznej czy duchowej, lecz także w sferze fizycznej. Ci ludzie mniej chorują.
7.                             Wszechstronność i integracja

Patricia Linville, psycholog z Duke University wykazała, że ludzie, których osobowość posiada różnorodne aspekty lepiej znoszą trudne sytuacje życiowe. Są odporniejsi na stres, depresję, fizyczne symptomy, grypę i inne choroby w obliczu stresujących wydarzeń życiowych. Mają także większe poczucie własnej wartości. Tę cechę można nazwać aspektem "zdrowej Hydry". Kluczem do dobrego funkcjonowania jest integracja różnych aspektów osobowości.
8.                             Uważność – skupiony umysł

Dr. Jon Kabat-Zin, lekarz z University of Massachusetts Medical Centre od ponad 20 lat pomaga ludziom uleczyć symptomy stresu przy pomocy programu Stress Reduction and Relaxation Program (SR&RP czyli "stress clinic"). Jak zademonstrował Kabat-Zin na tysiącach pacjentów, trening skupionego umysłu wydatnie pomaga w radzeniu sobie ze stresem, bólem i chorobą. Zwiększa szanse na uleczenie i sprzyja rozwojowi człowieka.
 
Czego nas uczy psychoimmunologia?


Spróbujmy podsumować te odkrycia. O naszym zdrowiu i tolerancji na stres decydują nasze postawy psychiczne. Świadomie je kształtując możemy wydatnie poprawiać jakość naszego życia. Psychoimmunologia dostarcza konkretnych wskazówek, którymi aspektami naszego życia warto się zająć.

Model zdrowego życia, który wyłania się z powyższych badań można dla wygody podzielić na cztery obszary, "cztery filary zdrowia". Moc tych czterech obszarów przekłada się na silny system immunologiczny, a więc dobrą tolerancję stresu i odporność na choroby.
*                            Uważność

Uważność to zdolność do skupiania uwagi na „tu i teraz”, na tym, w co jesteśmy aktualnie zaangażowani – na pracy, kontakcie z drugim człowiekiem, na każdej czynności, na realiach życia. Przeciwieństwem uważności jest nieobecność, gubienie się w myślach dotyczących przeszłości i przyszłości. Uważność to także pamiętanie o różnych aspektach naszego życia, o potrzebach naszych i potrzebach innych ludzi, dbanie o nasze relacje.
*                            Asertywność

Asertywność to moc wynikająca z poczucia własnej wartości i własnych praw, gotowość domagania się ich i walczenia o nie. Jednocześnie jest to traktowanie innych ludzi w sposób partnerski, jako równych sobie, i respektowanie ich praw. Człowiek asertywny nie rezygnuje z zaspokojenia własnych potrzeb, nie usuwa się w cień, nie oddaje innym swojego miejsca w świecie.
*                            Zdrowe związki

Jest to łatwość nawiązywania głębszych relacji (partnerstwo, przyjaźń, rodzicielstwo) bazujących na bezwarunkowej miłości. Związki te są oparte na ufności i są bezinteresowne. Nie bazują na sfrustrowanej potrzebie dominacji czy też niezaspokojonej potrzebie bezpieczeństwa i opieki. Naturalnym wyrazem miłości jest zdrowe pomaganie innym (ale nie własnym kosztem) i altruizm.
*                            Wszechstronność i integracja

Jest to posiadanie różnorodnych aspektów osobowości, często na pozór niezgadzających się ze sobą. Są one wyrażane przez różnorakie zainteresowania i role w różnych dziedzinach życia – jako zainteresowania zawodowe, pozazawodowe, zamiłowania, hobby, praca charytatywna, twórczość artystyczna, podróże etc. Można o nich mówić jako o podosobowościach. Bardzo istotna jest tutaj integracja tych rozmaitych aspektów, zapewniająca nie tylko różnorodność ale i ciągłość, spójność osobowości.
 
Jak można wzmocnić cztery filary zdrowia?


Cztery filary zdrowia można świadomie wzmacniać. Wzmacnianie zdrowych cech wymaga pracy nad sobą i regularnej praktyki. Trening pod kierunkiem psychologa może przyspieszyć ten proces. Dobrą metodą jest rozpoczynanie od prostych podstawowych kompetencji, możliwych do nauczenia w jeden weekend.

Przykładem może tu być umiejętność koncentracji umysłu przez dłuższy czas, często ułatwiona przez kontakt z własnym ciałem, przez ugruntowanie i prawidłowy oddech. Od tego rozpoczyna się trening uważności. Podstawowe kompetencje należy wzmacniać przez regularną praktykę. Praktyka prowadzi do konstruktywnych przyzwyczajeń. Z czasem prowadzi to do głębokiej zmiany postaw na bardziej konstruktywne.

Taki trening powinien być oparty na zasadzie: od prostych kompetencji do trwałych, konstruktywnych postaw przynoszących siłę i zdrowie.
 
 
Wtorek, 15 lipca 2008

Dlaczego jesteśmy szczęśliwi?

Wprost 10:24


Dołączyliśmy do gona największych optymistów w Europie.
(fot. JupiterImages/EAST NEWS)
W ciągu ostatnich kilku lat dołączyliśmy do grona największych optymistów (i przy tym szczęśliwców) naszego kontynentu. A pod względem tempa przybywania optymistów nie mamy sobie równych - pisze "Wprost".

Powszechny optymizm Polaków ogromnie kontrastuje z posępnym obrazem naszej rzeczywistości kreowanym przez dużą część elit, szczególnie intelektualistów i dziennikarzy. Bo ten posępny obraz pozwala im manipulować zbiorowymi emocjami, a z nich samych czyni inżynierów dusz. Problem w tym, że coraz częściej manipulują oni kolegami po fachu i samymi sobą, bo Polacy nie chcą być w to wciągani.

Z najnowszych badań Eurobarometru, przeprowadzonych na zlecenie Komisji Europejskiej wynika, że to Polacy (63%) spośród narodów Unii Europejskiej są przekonani, iż sprawy w Unii Europejskiej idą w dobrym kierunku. Aż 55 % z nas uważa, że również w kraju dzieje się dobrze. Dla porównania, podobnego zdania jest tylko 25 % Brytyjczyków, 23% Francuzów, 9% Włochów i zaledwie 4% Węgrów - Jak nie być optymistą, gdy zarabiamy coraz lepiej, złoty jest coraz silniejszy, mamy pewną pracę i swobodę wyboru sposobu życia - przekonuje Jarosław Górski, ekonomista z Instytutu Sobieskiego.

Aż 95% Polaków jest zadowolonych ze swojego życia. Tylko 4 % na nie narzeka. Za optymistów uważa się aż 78% naszych rodaków. Rosnący optymizm Polaków zauważają osoby od lat mieszkające w naszym kraju. Paolo Cozza, który 13 lat temu przeprowadził się do Polski, uważa, ze przeszliśmy prawdziwą rewolucję. - Na początku polscy znajomi dziwili się mojemu dobremu nastrojowi. Ta radość życia wręcz wydawała im się podejrzana. Dzisiaj coraz więcej Polaków demonstruje dobry nastrój. To jest jak pozytywna epidemia. - mówi pochodzący z Włoch dziennikarz.

Co takiego się stało, że Polacy, powszechnie uważani za malkontentów, z taka nadzieją zaczęli spoglądać w przyszłość? Przede wszystkim poprawiła się nasza sytuacja materialna. Poziom życia Polaków poszybował w górę po wejściu do Unii Europejskiej. Tylko w ostatnim roku płace wzrosły o 12 %, podczas gdy w pozostałych krajach regionu o 3-5%. Chociaż naszym zarobkom jeszcze daleko do tych w starych krajach UE, to są one na tyle wysokie, że wystarczają na podróże, uczestnictwo we wszelkiego typu imprezach czy dokształcanie się.

Złoty jest coraz mocniejszy, a więc możemy za niego kupić więcej importowanych produktów. W przeddzień wejścia Polski do Unii za Euro trzeba było zapłacić 4,8 zł, za dolara 4 zł, a za funta 7,1 zł. Teraz Euro kosztuje 3,2 zł, dolar 2 zł, a funt 4,1 zł. Efekt? Jeszcze w 2003 r. średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw wynosiła 537 euro. Dziś jest to już 850 euro.

W przeciwieństwie do zblazowanych Niemców, Francuzów czy Brytyjczyków, przyzwyczajonych do plazmowych telewizorów, konsol do gier, komputerów czy dobrego sprzętu muzycznego, Polacy cieszą się tym dostępnym teraz i dla nich luksusem. Ale przede wszystkim cieszymy się odzyskaną wolnością. Coraz szybciej nadrabiamy tez zapóźnienia technologiczne. - Nowe technologie pomogły nam w pozbyciu się bariery, która dzieliła nas od reszty Europy. Młode pokolenie Polaków nie ma już żadnych kompleksów wobec osob z zagranicy. Bez problemu nie tylko się z nimi komunikuje, ale także współpracuje przy różnych projektach. Internet jest naszym oknem na świat, wyciągnął nas z domów, zachęcił do podróżowania, a to przekłada się na wzrost efektywności gospodarczej - mówi Jacek Świderski, współtwórca portalu o2.pl.

Optymizmowi Polaków towarzyszy nie tylko brak zaufania do krajowej klasy politycznej, ale również generalna nieufność wobec ludzi. Tylko co dziesiąty z nas uważa, ze większości ludzi można ufać. Ponad połowa Polaków nie interesuje się dobrem ogólnym i ten wskaźnik się obniża. Za niezbędne do szczęścia uważamy zdrowie (65%), udane małżeństwo (55,8%), dzieci (44,9%), pieniądze (31%), pracę (30%). Na szarym końcu są wartości: Bóg i opatrzność (15,2 %), uczciwość (9,7 %).

Właśnie udane życie rodzinne wpływa na nasze poczucie szczęścia. Ze swoich partnerów zadowolonych jest aż 88 % Polaków a jeszcze więcej - 95 % ze swoich dzieci. Należymy także do narodów najbardziej zadowolonych z życia seksualnego. Satysfakcję z niego czerpie aż 9 na 10 dorosłych Polaków - wynika z badań prof. Zbigniewa Izdebskiego. Natomiast z badań firmy Durex wynika również, że Polacy lubią się kochać. Trzech na pięciu Polaków powyżej 16 roku życia przyznaje, że osiąga orgazm. Zajmujemy pod tym względem czwarte miejsce na świecie, za Nigeryjczykami, Meksykanami oraz Hindusami.

Tagi: Nauka, Włochy

Rozmiar tekstu: standardowyRozmiar tekstu: średniRozmiar tekstu: duży

Obudzono pacjenta w stanie wegetatywnym

dzisiaj, 07:22 KLe / PAP

Po pięciu latach śpiączki pacjent ze szpitala w Wenecji, znajdujący się w stanie wegetatywnym, został z niej obudzony i przez 6 godzin rozumiał polecenia lekarzy i reagował na nie. O wydarzeniu tym poinformowała międzynarodowa prasa specjalistyczna.

Według relacji, zamieszczonej na łamach pisma "Neurorehabilitation and Neural Repair", wydawanego przez światową federację neurorehabilitacji, jest to jedyny na świecie przypadek przejściowego wybudzenia pacjenta ze stanu wegetatywnego przy pomocy przezczaszkowej stymulacji magnetycznej (Tms).

Pacjent ma 70 lat i w 2005 roku doznał wylewu krwi do mózgu. Po miesiącu odzyskał minimum świadomości; potrafi jedynie otworzyć oczy, skierować wzrok ku źródłu dźwięku lub śledzić ruch przedmiotu.

Celem badań było sprawdzenie, czy przezczaszkowa stymulacja magnetyczna może przyczynić się do zmiany stanu pacjenta. Po dwóch sesjach stał się on aktywniejszy; był w stanie mieć oczy otwarte, a ponadto wykonywał polecenia lekarza, by na przykład wziąć z jego ręki szklankę z wodą i przytknąć do swoich ust.

Taki stan trwał około 6 godzin po stymulacji, w siódmej mężczyzna już nie reagował na słowa ekipy medycznej.

- To pierwszy sygnał tego typu w literaturze międzynarodowej - powiedział dyrektor naukowy szpitala San Camillo w Wenecji profesor Leontyno Battistin.

- Wstępne rezultaty pozwalają sądzić, że pacjenci w stanie wegetatywnym lub z minimum świadomości mogą odpowiedzieć na tę stymulację, a zatem można sądzić, że Tms może odegrać rolę terapeutyczną w ich rehabilitacji poznawczej i motorycznej - dodał profesor Battistin, cytowany przez włoskie media.

Autor: KLe Źródła: PAP art. onet.pl dn. 10.12.2010r.

http://wiadomosci.onet.pl/nauka/obudzono-pacjenta-w-stanie-wegetatywnym,1,4020775,wiadomosc.html



 

 
  20808 odwiedzający (38415 wejścia) Wszystkie prawa zastrzeżone © Marzena Wasilewska  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=